Gra w kolory czyli KOBO Professional Matte Lips

czwartek, marca 03, 2016

Gra w kolory czyli KOBO Professional Matte Lips

Matowych pomadek nigdy nie mam dosyć a jeśli jeszcze są w cudownie soczystych odcieniach, estetycznych opakowaniach i są cudownie napigmentowane to jestem w siódmym niebie. Przedstawiam wam zatem KOBO Profssional Matte Lips - pomadki, którym koniecznie musicie przyjrzeć się z bliska. 

KOBO Professional Matte Lips to pomadka zapewniająca ustom trwałe satynowe wykończenie i pełne nasycenie kolorem. Połączenie specjalnie dobranych polimerów oraz składników aktywnych pozwala ustom utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, jędrności oraz wygładzenia.

Zawiera w liczne składniki aktywne, takie, jak:
  • emolienty z pestek moreli o właściwościach regeneracyjnych, poprawiających napięcie i ujędrniające delikatny naskórek ust;
  • olej z dyni drzewiastej, który wygładza, natłuszcza oraz działa nawilżająco;
  • kompleks witamin ECF, który pomaga utrzymać właściwy stopień nawilżenia ust, zapobiega ich wiotczeniu oraz ma właściwości detoksykujące.
  • specjalne mikrosfery nadające aksamitne odczucie na skórze;
  • polimer KOBOGUARD® o właściwościach non-transfer czyli utrzymujących pomadkę na ustach bez przenoszenia jej na np. szklankę itp.

Przed użyciem pomadki MATTE LIPS polecane jest użycie pomadki ochronnej, lub bazy pod pomadkę. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że produkt długo utrzymuje się na ustach. Po aplikacji usta należy odbić chusteczką w celu utrwalenia matowego efektu.


Przyznam szczerze, że ja nie nakładam pod te pomadki ani bazy ani balsamu, ponieważ i  tak mają piękną kremową konsystencję. Po aplikacji usta nie są idealnie matowe - dopiero po odbiciu ust na chusteczce uzyskujemy efekt pełnego matu, ale te kolory są tak cudownie soczyste i napigmentowane, że nie potrzebuję idealnego matu aby się nimi cieszyć. 

Dla mnie to pomadki idealne - w cudownych opakowaniach z uroczą koronką, o świetnej aksamitnej konsystencji i pięknym wykończeniu na ustach. Do tego cena - 15,99 zł i możemy wyglądać jak milion dolarów. 

SMASHBOX Photo Finish Primer Oil czyli olejkowa baza z efektem photoshop

wtorek, marca 01, 2016

SMASHBOX Photo Finish Primer Oil czyli olejkowa baza z efektem photoshop

Zakochaj się w swojej skórze – zanim zrobisz sobie makijaż. Nowa Photo Finish Primer Oil od Smashbox Cosmetics jest pierwszą bazą o specjalnej lekkiej formule, wzbogaconej luksusowymi olejkami do stworzenia w pełni rozświetlonej skóry, dający efekt wyjątkowego “glow” w świetle aparatu. Stworzona z 15 drogocennych olejków roślinnych, wzbogacona peptydami by głęboko odżywić, zregenerować i nawilżyć skórę, tworząc płynną bazę dla efektu młodej idealnej cery. W rzeczywistości, po użyciu tej bazy pomyślisz dwa razy czy chcesz nakładać makijaż!


Profesjonalni wizażyści  w Smashbox Studios kochają aplikować olejki na  skórę, dając  jej naturalne rozświetlenie, mogą wtedy idealnie przygotować skórę do makijażu. „Siła nawilżenia tej olejkowej bazy może naprawdę zmienić strukturę twojej skóry” mówi Lori Taylor Davis, Smashbox Global Pro Lead Artist. “Ona jest wszechstronna – dodaję ją odrobinę do korektora by zapewnić mocniejsze nawilżenie lub  mieszam kroplę z różem do policzków  by zapewnić naturalny ciepły efekt".


Połączenie ze sobą 15 bogatych olejków (takich jak min. Jojoba, Arabica lub Arganowy) daje skórze niesamowite korzyści, rewolucyjna formuła redukuje suchość skóry, spłyca zmarszczki i drobne linie, dając efekt rozświetlonej młodej skóry. Aplikuj ją dwa razy dziennie, a zobaczysz jak twoja skóra stanie się bardziej rozświetlona, nawilżona i młodsza w zaledwie w tydzień. Co więcej? Możesz aplikować ją na łokcie, skórki, nawet na obojczyki by zapewnić im pełnię blasku. Możesz dodać kroplę olejku do naszego podkładu Studio Skin by uzyskać efekt perfekcyjnej rozświetlonej skóry.

"W studio, idealnie jest zawsze zacząć zdjęcia przy perfekcyjnie przygotowanej cerze . Im bardziej rozświetlona skóra, tym daje wrażenie bardziej ożywionej, zdrowej, młodszej i zawsze wyglądającej lepiej w kamerze" - Davis Factor, Smashbox Cosmetics Founder and Photographer.

Do tej olejkowej bazy byłam nastawiona bardzo sceptycznie - nie lubię bowiem olejków i staram się ich unikać jak ognia. Jedak przecież musiałam ją przetestować, a że markę Smashbox cenię za doskonałe podkłady, to zaufałam jej i w tym przypadku. Zazwyczaj pod podkład nakładam ulubiony krem. W chwili obecnej jest to Clarins Multi-Active Jour. Tradycyjnych, często silikonowych baz pod makijaż unikam, bowiem mnie zapychają. 


Dosłownie dwie krople Photo Finish Primer Oil nałożone na skórę nie obciążają jej i pięknie się wchłaniają dając idealny "poślizg" nawet tępym w aplikacji podkładom jak własnie Smashbox Studio Skin. Skóra jest idealnie przygotowana na nałożenie podkładu, który idealnie się z nią stapia dając efekt rozświetlonej i zdrowszej skóry. 

Olejek ma bardzo delikatny lawendowy zapach a podczas jego nakładania dosłownie relaksujemy się. Stosuję go również w te dni, kiedy nie maluję się a chcę aby skóra była świeża, bardziej promienna i gładsza, bowiem lekko niweluje linie mimiczne i zmarszczki. Mojej skórze daleko do doskonałości ale z tym olejkiem - rzeczywiście czuję się komfortowo - to nie tylko idealna baza pod każdy makijaż ale i doskonała pielęgnacja na dzień. 


SMASHBOX Photo Finish Primer Oil możecie już kupić w drogerii Sephora a ta duża i wydajna buteleczka z bardzo wygodną pipetką kosztuje 159 zł. 
Droga do idealnych brwi czyli reportaż z zabiegu microblading

niedziela, lutego 28, 2016

Droga do idealnych brwi czyli reportaż z zabiegu microblading

Wiele z Was pewnie słyszało już o korygowaniu brwi za pomocą microbladingu. Ale chyba jeszcze nigdzie nie natknęłam się na reportaż z zabiegu - krok po kroku. Tak więc, jeśli jesteście ciekawe jak wygląda microblading z bliska, zapraszam do lektury. 


Mój wybór Salonu i linergistki, którą wybrałam do wykonania makijażu, poprzedziłam wnikliwym wywiadem. Wybrałam Salon Velure i jego właścicielkę Katarzynę von Engel. Przy wyborze kierowałam się głównie zdjęciami jej prac, które licznie umieszcza na fan page na Facebooku oraz przed wizytą długo korespondowałam z Panią Kasią zadając jej mnóstwo pytań. Następnie udałam się na konsultację przedzabiegową, gdzie mogłam osobiście poznać Panią Kasię a ona mogła obejrzeć moje brwi. Już wtedy wykonała mi wstępny rysunek moich nowych brwi - a ja zdecydowałam się oddać w jej fachowe dłonie.


Na czym polega microblading?
To makijaż permanentny piórkowy - takie "brwi od nowa" - dzięki niemu nasze brwi stają się bardziej równe, bardziej symetryczne, gęstsze i ładniej podkreślone. Nie jest konieczne codziennie ich malowanie, które często zajmuje nam wiele czasu - niektóre z pań nie umieją robić tego umiejętnie i wychodzi katastrofa.

Microblading to nie tylko alternatywa dla pań, które chcą podkreślić swoje brwi - to również idealny zabieg dla osób, które straciły brwi np. w wyniku chemioterapii lub które od lat nieumiejętnie regulowały brwi. To również rewelacyjne wyjście dla pań aktywnych - chodzących na siłownię, basen a chcących cały czas wyglądać idealnie. Tak naprawdę nie ma pani której ten zabieg by się nie przydał.


Jak wygląda zabieg microblading?
Jak widać na różnych zdjęciach, które możemy znaleźć w internecie - efekt końcowy zależy od wielu czynników. Dużo zależy od umiejętności, talentu linergistki, która wykonuje nam zabieg, jakości użytego pigmentu, skóry klientki i na koniec od odpowiedniej pielęgnacji po zabiegu.

Makijaż poprzedzony był oczywiście konsultacją, podczas której musiałam wypełnić ankietę medyczną, ponieważ jest sporo przeciwwskazań do wykonania zabiegu np. choroba nowotworowa, bliznowce, ciąża, laktacja, zaburzenia krzepliwości krwi itp. 

Przed zabiegiem nałożono mi na brwi maść znieczulającą typu Emla, bowiem zabieg nie jest do końca komfortowy, jednak nie ma tragedii. Następnie Pani Kasia dobrała mi odpowiedni pigment - uwzględniając moje uwagi. Po ok. 20 minutach linergistka za pomocą specjalnych linijek oraz kredki bardzo precyzyjnie narysowała tzw. szablon czyli kontur brwi.


Jak widzicie, makijażu nie wykonuje się maszynką do tradycyjnego tatuażu tylko specjalnym piórem na które składa się pen oraz mikroostrze - zbudowane z wielu igiełek ułożonych w jednej linii, co łudząco przypominają mini skalpel. Dlatego też jest to bardzo precyzyjna praca, która wymaga perfekcyjnej ręki, bo każdy pojedynczy włosek jest wykonany ręcznie i za każdym razem przemyślany.

Po wykonaniu włosków za pomocą pióra, brwi dodatkowo są smarowane na parę minut pigmentem, aby się jeszcze lepiej zapigmentowały.


Czy zabieg microblading jest bolesny?
Nie będę owijała w bawełnę - nie jest całkowicie bezbolesny. Pomimo zastosowania specjalnej maści oraz znieczulenia na bazie lidokainy czułam lekki ból połączony z dziwnym odgłosem drapania skóry. Jednak uzyskany efekt spokojnie rekompensuje nam ten lekki dyskomfort i gdybym miała zrobić go raz jeszcze to nie wahałabym się ani chwili.


Ile kosztuje microblading?
Microblading kosztuje od 500 do 1300 zł w zależności od salonu i osoby, która wykonuje zabieg. W cenę wliczony jest zabieg uzupełniający, który wykonujemy zazwyczaj po 30 dniach gdy nasze brwi się zagoją. Wtedy można delikatnie skorygować ich kształt, dorobić włoski w miejscach, w których jest ich za mało a także dopigmentować. Efekt utrzymuje się od roku do dwóch lat.


Po pierwszym zabiegu, jak i po zabiegu uzupełniającym, przez około dwa tygodnie smarowałam brwi specjalną maścią z witaminą A, aby brwi szybciej się goiły i aby zapobiegać wyłuszczaniu się pigmentu. W tym czasie nie chodziłam na basen, siłownię, saunę, nie tarłam brwi, nie wykonywałam peelingów i nie malowałam ich. Pierwsza wizyta w trwała około 2 godzin zaś druga około 1,5 godziny. 

Teraz jestem już po drugim zabiegu i nie mogę się już doczekać efektu końcowego, ponieważ za jakieś 3-4 tygodnie brwi będą dużo delikatniejsze - kolor zejdzie od 20 - 40%. W końcu będę miała moje wymarzone brwi. 


Cena w Salonie Velure u Pani Kasi jest wypośrodkowana bo microblading kosztuje 1000 zł, jednak biorąc pod uwagę jej doświadczenie i perfekcjonizm nie odważyłabym się iść do kogoś innego tylko dlatego że mogłabym zapłacić połowę. Pamiętajcie, że ten makijaż będzie zdobił Wasza buźkę przez kolejne 2 lata więc warto przed zabiegiem zrobić porządny research. Jeśli cena jest dla Was podstawowym kryterium wyboru to możecie w Velure skorzystać z systemu MediRaty na bardzo atrakcyjnych warunkach.


Salon Velure znajduje się na Warszawskim Bródnie - przy ul. Rembielińskiej 10. Jeśli marzycie o idealnych brwiach i chciałybyście oddać się w fachowe dłonie, które nie oszpecą Was a tylko upiększą, to z całym sercem polecam to wyjątkowe miejsce. Tym bardziej, że Salon Velure został dostrzeżony przez samą redaktor działu Uroda magazynu Elle, która w jednym z artykułów pozytywnie oceniła zabieg rekonstrukcji brwi wykonany przez Panią Kasię von Engel.
Rozpieść swoją skórę czyli krem KORRES Almond Blossom

piątek, lutego 26, 2016

Rozpieść swoją skórę czyli krem KORRES Almond Blossom

Marka Korres przypomina mi moja ukochaną Grecję - tam własnie odkryłam te niezwykłe kosmetyki, które są dostępne dosłownie wszędzie. Dla mnie Grecja to oczywiście ser feta, grecka sałatka no i kosmetyki Korres.


Laboratorium Badawczo-Rozwojowe Korres zdefiniowało na nowo pojęcie nawilżenia poprzez wprowadzenie nowej linii Almond Blossom. Jej formuła łączy w sobie trzy systemy nawilżające, które bazują na dobroczynnych właściwościach organicznego ekstraktu z kwiatów greckiego migdałowca. 

Ekstrakt z kwiatów migdałowca działa nawilżająco, antyoksydacyjnie i odżywczo. Dodatkowo w połączeniu z olejem migdałowym, proteinami z migdałów oraz dwoma rodzajami kwasu hialuronowego sprawia, że skóra staje się zdrowa, elastyczna oraz odmłodzona.

Linia Almond Blossom to trzy rozwiązania dla trzech typów skóry:
Almond Blossom Moisturising Cream - do cery tłustej i mieszanej = daje matowe wykończenie i posiada bardzo lekką formułę 
Almond Blossom Moisturising Cream - do cery normalnej i suchej = daje intensywne nawilżenie i szybko się wchłania 
Almond Blossom Intense Moisturing Cream - do cery suchej i bardzo suchej = ma konsystencję masła i dogłębnie odżywia i nawilża odwodnioną skórę.


Mój wybór? To oczywiście krem Almond Blossom Moisturising Cream - do cery tłustej i mieszanej. To bardzo lekki krem, który nawilża i jednocześnie zapewnia matowe wykończenie. Jest idealny dla skóry wrażliwej oraz z tendencją do niespodzianek. Zawiera ekstrakt z kwiatów migdałowca, proteiny z migdałów oraz dwa rodzaje kwasu hialuronowego – cenne składniki wiążące wodę, które zwiększają Naturalny Czynnik Nawilżający skóry, optymalizując poziom nawilżenia naskórka.

To krem o potrójnym działaniu, powoduje bowiem:

1. Nawilżenie głębokich warstw skóry dzięki następującym składnikom:
ORGANICZNY EKSTRAKT Z KWIATÓW GRECKIEGO MIGDAŁOWCA (ekstrakt tłoczony jest w fabryce Korres) - bogaty w aminokwasy, taniny i flawonoidy, zapewnia wyjątkowe nawilżenie, odżywia skórę oraz działa antyoksydacyjnie.
OLEJ MIGDAŁOWY & PROTEINY Z MIGDAŁÓW - olej migdałowy odżywia skórę i łagodzi podrażnienia, podczas gdy proteiny pozyskiwane z migdałów pomagają w regulowaniu poziomu nawodnienia komórek.
NISKOCZĄSTECZKOWY KWAS HIALURONOWY - nie tylko zwiększa poziom nawilżenia w górnych warstwach naskórka, ale dodatkowo przenika w głąb warstwy rogowej maksymalizując jej poziom nawodnienia. 


2. Wiązanie cząstek wody w skórze, dzięki:
EKSTRAKTOWI Z CZARNEGO OWSA, który zawiera zatrzymujące i wiążące wodę naturalne polimery (przede wszystkim polisacharydy i białka), które tworzą na powierzchni skóry ochronny film poprawiając poziom nawilżenia komórek. Polimery te pod względem chemicznym przypominają Naturalny Czynnik Nawilżający skórę [NMF]. 

3. Zmniejszenie transepidermalnej utraty wody dzięki następującym składnikom:  
WYSOKOCZĄSTECZKOWEMU KWASOWI HIALURONOWEMU - tworzy na powierzchni skóry ochronny film, który nawilża komórki oraz zapobiega utracie wody.
LECYTYNIE - ze względu na swoje stabilizujące właściwości w tworzeniu błon komórkowych wpływa na wzmocnienie warstwy lipidowej naskórka. Dzięki temu zmniejsza się transepidermalna utrata wody, a poziom nawilżenia komórek wzrasta. Dodatkowo sprawia, że skóra staje się bardziej miękka i gładka.


Krem Almond Blossom Moisturising Cream - do cery tłustej i mieszanej idealnie nadaje się do stosowania na dzień - pod ulubiony podkład. Jest lekki, nawilża ale i delikatnie matuje skórę - nie bieląc jej jak niektóre matujące kremy. Dodatkowo łagodzi podrażnienia i nie zapycha skóry. Ma do tego bardzo przyjemny i neutralny zapach. Jeśli lubicie naturalne kosmetyki ale takie z wyższej półki to postawcie na tę fantastyczną grecką markę. Kremy z serii Almond Blossom możecie kupić w drogerii Sephora a słoiczek kosztuje 125 zł. 


Będąc w ubiegłym roku na greckiej wyspie Lesvos - nie mogłam nie kupić również cudownego peelingującego mydła na bazie gliceryny Exfoliating Body Soap, które zawiera drobinki wodorostów i pobudzającą kofeinę. Kiedy wróciłam do Polski i moja skóra zaczęła się złuszczać po zbytnim opalaniu - to mydło było moim wybawieniem - idealnie peelingowało i oczyszczało skórę pobudzając krążenie w skórze. Niestety, z tego co się orientuję, to mydełko nie jest dostępne w Polsce.

Dlatego też jeśli wybieracie się w tym roku do Grecji, to koniecznie pamiętajcie o zakupieniu kilku kosmetyków od Korres - są bowiem ciut tańsze niż w Polsce a dostępne w każdej, nawet najmniejszej aptece.